Błędy Sędziowskie
W piłce nożnej istnieją różne rodzaje pomeczowej frustracji. Czym innym jest sportowa złość, gdy twoja drużyna walczyła, była lepsza, ale zabrakło jej szczęścia. Znasz to uczucie dumy zmieszanej z niedosytem. Czymś zupełnie innym jest jednak poczucie krzywdy i bezsilności, gdy na pierwszy plan wysuwają się Błędy sędziowskie. Niestety, w ostatnich tygodniach to drugie, znacznie bardziej toksyczne uczucie, stało się niemal codziennością dla kibiców w Sercu Łodzi.
Akt Pierwszy: Preludium z GKS-em
Cofnijmy się do 3. kolejki i domowego meczu z GKS-em Katowice. Widzew pewnie pokonał wówczas rywala 3:0, a obraz gry nie pozostawiał złudzeń. Jednak już wtedy zapaliła się pierwsza lampka ostrzegawcza. Juljan Shehu zdobył bramkę po przyjęciu piłki w okolicy ramienia – dokładnie w miejscu, gdzie na koszulce znajduje się rękawek. Mimo to, po analizie VAR, gol został anulowany. W skali całego meczu ta decyzja nie miała znaczenia, a ostateczny, wysoki wynik sprawił, że temat został zbagatelizowany. Pierwsze w tym sezonie błędy Sędziowskie Widzew mógł jeszcze zignorować, traktując je jako wypadek przy pracy.
Akt Drugi: Farsa w Sercu Łodzi
Prawdziwa eskalacja frustracji nastąpiła tydzień później, w meczu z Wisłą Płock (1:1). Widzew, zmuszony do gry bez nominalnego napastnika, zdominował rywala w sposób absolutny. Jednak to spotkanie przejdzie do historii z zupełnie innego powodu. To, co wydarzyło się w 77. minucie, było zaprzeczeniem idei wideoweryfikacji. Prawdziwa kumulacja i ewidentne błędy sędziowskie miały jednak miejsce właśnie wtedy.
Mariusz Fornalczyk wziął na siebie odpowiedzialność. Dynamiczny rajd, minięcie obrońcy i wbiegnięcie w pole karne. A potem kontakt i gwizdek sędziego Tomasza Kwiatkowskiego. KARNY! Stadion eksplodował euforią. Sprawiedliwości miało stać się zadość. Fran Alvarez już ustawiał piłkę, gdy nadszedł sygnał z wozu VAR.
Sędzia podbiegł do monitora i po kilkunastu powtórkach podjął decyzję, która przeczyła logice. Rzut karny został anulowany. Dlaczego? Sam arbiter tłumaczył to w sposób tak zawiły, że aż absurdalny. „Można więc powiedzieć, że za ten kontakt między zawodnikami odpowiadał nie obrońca, a “Fornal”. On doprowadził do tego kontaktu, wykonując ruch niezwiązany z piłką.”
Gracz, który osłania piłkę własnym ciałem, jest winny kolizji? To absurd. Ta decyzja wypaczyła wynik meczu i odebrała drużynie zasłużoną szansę na zwycięstwo. Były to rażące błędy sędziowskie.
CZYTAJ WIĘCEJ TUTAJ: Widzew – Wisła Płock. Anatomia straconych punktów – Głos Spod Zegara #8
Akt Trzeci: Krakowska kumulacja
Gdy wydawało się, że limit pecha został wyczerpany, nadeszła 5. kolejka i wyjazdowy mecz z Cracovią. Widzew przegrał 0:1, co sportowo można było zaakceptować. Jednak i tym razem na pierwszy plan wysunęły się błędy sędziowskie. Najpierw anulowano bramkę dla Widzewa po rzekomym faulu w ataku Sebastiana Bergiera, któy wydziały chyba tylko 3 osoby w kraju – te siedzące na wozie VAR. Do tego doszły dwie inne sytuacje – brak rzutu karnego dla Pasów po zagraniu ręką przez Shehu i, co ważniejsze, brak jedenastki po faulu na Mateuszu Żyrze. Trzeci mecz z rzędu i kolejne kontrowersje musiały w końcu doprowadzić do reakcji.
Głos z gabinetów. Widzew mówi „dość!”
Miarka się przebrała. Prezes Widzewa, Michał Rydz, nie wytrzymał i za pośrednictwem mediów społecznościowych wystosował mocny komunikat, zapowiadając oficjalne działania, ponieważ powtarzające się błędy sędziowskie przelały czarę goryczy:
„Po trzech meczach z rzędu, w których w kontrowersyjnych okolicznościach Widzew Łódź niesłusznie zabierane są wypracowane przez drużynę korzyści (bramki, rzut karny) mam poczucie, że jesteśmy w tym samym punkcie. Przygotowujemy dokumentację i pismo, które przekażemy do właściwych organizacji. Już teraz zabiegamy też o spotkania na najwyższym szczeblu. (…) Jeśli sytuacja się dalej nie zmieni, kontrowersje będą wpływać na kluczowe rozstrzygnięcia, a na tym ucierpi cała liga. Dziś Widzew, jutro może to spotkać inne kluby.”
Lustro, czyli niedoskonałości własne
Jednak nawet najgłośniejszy krzyk oburzenia nie powinien zagłuszyć pytań, które trzeba zadać sobie samemu. Skupianie się wyłącznie na tym, jak wielkie były błędy sędziowskie, bywa wygodną zasłoną dymną dla własnych niedoskonałości. Widzew, mimo dobrej gry, wciąż ma problemy ze skutecznością, a stałe fragmenty gry w ofensywie praktycznie nie istnieją. To są elementy, za które sędzia nie odpowiada.
W tym kontekście warto przyjrzeć się komunikacji trenera Željko Sopicia. Chorwat, choć bez wątpienia poprawił grę zespołu, bywa w rozmowach z mediami irytująco lakoniczny. Gdy po serii transferów padają pytania o brak skuteczności po stałych fragmentach, trener odpowiada, że „przecież trenujemy w parku, więc każdy wie, jak gramy”. Na pytanie o plan na przegrany mecz z Cracovią, stwierdza, że „plan był taki, żeby wygrać”.
Nikt nie oczekuje od trenera zdradzania taktycznych sekretów, ale takie odpowiedzi są policzkiem dla kibiców. To nie są jeszcze wymówki, ale styl, który nie przystoi trenerowi w tak wielkim klubie. Od szkoleniowca, który otrzymał potężne narzędzia, oczekuje się nie tylko wyników, ale i poważnej, merytorycznej komunikacji. Željko Sopić zasługuje na czas i zaufanie. Jednak Widzew, by stać się klubem kompletnym, potrzebuje profesjonalizmu na każdym polu. Zarówno na tym sędziowskim, jak i wewnątrz drużyny. A tu, obok pracy nad skutecznością, przydałaby się również praca nad komunikacją, by nie okazało się, że błędy sędziowskie to jedyny temat, o którym warto rozmawiać.
Zobacz także:
- Ostatnia prosta do raju. Przed nami decydujące starcia o Ligę Mistrzów
- Newcastle United ogłasza wielki transfer. Jacob Ramsey dołącza do „Srok”
- Słodko-gorzki debiut w Arsenalu. Viktor Gyökeres „niewidoczny” w hicie Premier League
- Adam Buksa może wrócić do Włoch. Trwają zaawansowane negocjacje z Udinese
