Manchester City - Tottenham
W hitowym starciu 2. kolejki Premier League doszło do ogromnej niespodzianki. W meczu Manchester City – Tottenham lepsi okazali się goście, którzy po fantastycznym występie wygrali na Etihad Stadium 2:0. „Koguty” zagrały niezwykle skutecznie w defensywie i bezlitośnie wykorzystały swoje okazje, zadając mistrzom Anglii pierwszą porażkę w sezonie.
„Koguty” zaskoczyły w pierwszej połowie
Mimo że to gospodarze od początku prowadzili grę, to Tottenham był znacznie groźniejszy. W 35. minucie, po podaniu od Richarlisona, Brennan Johnson pewnym strzałem w środek bramki dał gościom prowadzenie. Choć gol początkowo został anulowany z powodu spalonego, po analizie VAR sędzia ostatecznie go uznał. Tuż przed przerwą, w doliczonym czasie gry, po katastrofalnym błędzie obrony „The Citizens”, wynik na 2:0 podwyższył João Palhinha, pakując piłkę do siatki z najbliższej odległości.
Nieskuteczność i frustracja mistrzów
Druga połowa to obraz frustracji i nieskuteczności gospodarzy. Podopieczni Pepa Guardioli zamknęli rywali na ich połowie, stwarzając sobie mnóstwo okazji, ale fantastycznie w bramce spisywał się Guglielmo Vicario. Bramkarz gości bronił groźne strzały m.in. Omara Marmousha i Phila Fodena. Najlepszą okazję zmarnował w 83. minucie Bernardo Silva, którego strzał głową przeleciał tuż nad poprzeczką. Spotkanie Manchester City – Tottenham było popisem gry defensywnej londyńczyków.
Tottenham mógł wygrać wyżej
Mimo naporu gospodarzy, to goście byli bliżej zdobycia kolejnych bramek. W 62. minucie Richarlison w stuprocentowej sytuacji spudłował z najbliższej odległości, a w doliczonym czasie gry James Trafford popisał się dwiema kapitalnymi interwencjami po strzałach Dominica Solanke i Wilsona Odoberta. Ostatecznie mecz Manchester City – Tottenham zakończył się wynikiem 0:2, co jest ogromną sensacją i pierwszym od dawna tak udanym występem „Kogutów” na Etihad Stadium.
