Mindaugas Nikolicius
Rekordowe okienko transferowe w wykonaniu Widzewa Łódź wciąż budzi ogromne emocje. O kulisach letnich ruchów, niezwykle trudnych poszukiwaniach nowego napastnika i powodach zwolnienia trenera Żeljko Sopicia w szczerej rozmowie z portalem Weszło opowiedział dyrektor sportowy klubu, Mindaugas Nikolicius. Litwin ujawnił, że na liście życzeń klubu byli zawodnicy z absolutnie topowych europejskich klubów, a wiele transferów udało się dopiąć, wygrywając rywalizację z bogatszymi rywalami z Włoch czy Anglii.
Trudne polowanie na „dziewiątkę”
Jednym z najgorętszych tematów w Łodzi jest trwające poszukiwanie nowego napastnika, które ma być zwieńczeniem letniego okienka. Mindaugas Nikolicius przyznał, że jest to niezwykle trudne zadanie, a największym wyzwaniem jest przekonanie jakościowych piłkarzy do gry w polskiej Ekstraklasie. Jak sam przyznaje, wielu zawodników, z którymi rozmawiał Widzew, odrzuciło taką możliwość.
„Nie jeden czy dwóch. Naprawdę wielu. Nie chcieli grać w Ekstraklasie. Mogliśmy wybrać inną drogę, łatwiejszą, ale wierzymy w siebie i to, co robimy. Chcę jednak tylko kogoś, kto jest na sto procent przekonany, że to właściwe miejsce i chce tu być. Kogoś, kto dałby się pokroić za to, żeby grać w Widzewie” – powiedział dyrektor sportowy, podkreślając wagę mentalności kandydatów.
Okazuje się, że poszukiwania sięgały absolutnie najwyższej półki. „Mogę zdradzić, że rozmawialiśmy z absolutnie topowymi klubami w skali Europy. Na przykład z Chelsea FC, chcieliśmy ich napastnika” – ujawnił, dodając, że i w tym przypadku zawodnik ostatecznie nie widział dla siebie miejsca w Polsce. Dyrektor odniósł się również do sprawy Sambou Soumano, potwierdzając, że jest on na szerokiej, piętnastoosobowej liście życzeń, ale na ten moment transferu nie ma. Mindaugas Nikolicius podkreślił, że klub nie chce czekać do ostatniego dnia okienka i przepłacać, działając pod presją.
Jak Widzew wygrywa transferowe bitwy? „Projekt, a nie pieniądze”
Mimo trudności z napastnikiem letnie okienko było dla Widzewa bardzo udane. Sprowadzono takich graczy jak Stelios Andreou czy Ricardo Visus, co – jak przyznaje Mindaugas Nikolicius – było efektem niezwykle żmudnych i długich negocjacji. Dopięcie transferu Andreou zajęło aż 45 dni, a rozmowy w sprawie Visusa z Realem Betis nazwał „wykańczającymi”. Co jest kluczem do sukcesu?
„Stelios Andreou na koniec miał ofertę z Serie A. Mógłby tam iść i grać, nie byłaby to żadna sensacja. Jestem dumny z tego, że jako Widzew wygrywamy walkę o zawodnika z klubem z Włoch, zwłaszcza że dzieje się tak z powodu projektu, jaki przedstawiamy, nie kwestii finansowych” – podkreślił dyrektor.
Okazuje się, że podobnych przypadków było więcej. Samuel Akere, Mariusz Fornalczyk, Sebastian Bergier czy Dion Gallapeni również mieli na stole korzystniejsze finansowo oferty z innych lig, ale ostatecznie zdecydowali się na projekt w Łodzi. „Dion Gallapeni miał dwukrotnie wyższą ofertę z ligi rumuńskiej, ale zdecydował się przyjść do nas. Mamy pewne przewagi, które pozwalają nam konkurować na rynku” – dodał. Działalność, jaką prowadzi Mindaugas Nikolicius, opiera się na szerokim systemie skautingu, a nie na propozycjach od agentów.
Mindaugas Nikolicius o zwolnieniu Sopicia: „To był błąd, który trzeba naprawić”
Dyrektor sportowy odniósł się również do głośnego i szybkiego zwolnienia trenera Żeljko Sopicia po zaledwie pół roku pracy. Litwin otwarcie przyznał, że zatrudnienie Chorwata było błędem, ale podkreślił, że w budowaniu nowego projektu kluczowe jest wyciąganie wniosków i naprawianie pomyłek, a nie udawanie, że ich nie ma.
„Czasami coś między stronami 'nie klika’. Widzieliśmy to i naszą odpowiedzialnością jest reagowanie zamiast patrzenia, jak coś zmierza w złym kierunku. Uznaliśmy, że w tym układzie nie rozwiniemy tego, na czym nam zależy” – wyjaśnił. Decyzja nie była podyktowana wyłącznie słabymi wynikami. „Parametrów jest wiele, opinia musi być kompleksowa. Jedna rzecz to trening, są jednak i inne istotne aspekty życia klubu” – dodał, sugerując, że problemy leżały głębiej. Jednocześnie dyrektor, jakim jest Mindaugas Nikolicius, odmówił zrzucania winy na czynniki zewnętrzne, takie jak sędziowanie czy kontuzje.
Jaka ma być tożsamość Widzewa? Ofensywa i „widzewski charakter”
Po zwolnieniu Sopicia, stery w klubie przejął Patryk Czubak. Mindaugas Nikolicius jasno określił, czego oczekuje od zespołu pod wodzą nowego trenera. Wizja jest prosta – Widzew ma grać piłkę, jakiej oczekują kibice i która jest zgodna z DNA klubu.
„Widzew Łódź ma być zespołem ofensywnym, kreatywnym, atakującym. Zatrudniliśmy piłkarzy, którzy mają sprawić, że Widzew będzie zespołem dominującym. Nasi kibice także tego wymagają” – zadeklarował. Dyrektor sportowy Widzewa z optymizmem patrzy również na całą Ekstraklasę, która dzięki sukcesom w europejskich pucharach staje się coraz bardziej atrakcyjna dla zagranicznych zawodników. „Jesteśmy na bardzo dobrej drodze. To czas, żeby przestać deprecjonować samych siebie. Ekstraklasa to rozwojowa, sprzedażowa liga. Musimy w to uwierzyć” – podsumował Mindaugas Nikolicius.
Zobacz także:
- Mistrzowie Hiszpanii jadą do Vallecas! Barcelona sprawdzi formę Rayo po pucharach
- Rozpędzony Inter wraca na San Siro! Czas na starcie z Udinese
- Hit w Szczecinie! Pogoń z nową gwiazdą podejmuje zmęczony pucharami Raków
- Legia zmęczona po pucharach, Cracovia groźna u siebie. Hit Ekstraklasy w Krakowie!
