Widzew Łódź
Trzecia porażka z rzędu, tym razem 1:2 z rezerwowym składem mistrza Polski, stała się faktem. Ostatni okres kibicowania drużynie, jaką jest Widzew Łódź, wystawił cierpliwość fanów na ciężką próbę. Po meczu w Poznaniu z ust trenera i kapitana popłynęły słowa o dobrej grze, dominacji i pechu. Ale gdy opadnie kurz, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – tabela nie kłamie, a przerwa na reprezentację przychodzi w idealnym momencie. Być może to ostatnia deska ratunku, by z grupy indywidualności stworzyć w końcu drużynę.
Syndrom pechowego bohatera, czyli jak Widzew Łódź ożywia rywali
Historia meczu z Lechem Poznań to gotowy scenariusz na film o sportowej ironii. Widzew zaczął dobrze, odważnie, strzelił nawet gola, który ostatecznie został anulowany po milimetrowym spalonym. Później, mimo że to rezerwowy skład mistrza Polski biegał po boisku, to właśnie on wyglądał na drużynę szybszą, bardziej zdeterminowaną, wygrywającą większość pojedynków. Po bramce kontaktowej zdobytej przez Bartłomieja Pawłowskiego z rzutu karnego wydawało się, że można jeszcze powalczyć o korzystny wynik.
I wtedy na scenę wchodzi on – Bryan Fiabema. Napastnik, który od ponad roku nie strzelił gola w oficjalnym meczu. Zawodnik, który przez własnych kibiców był wyszydzany i niemal wypchnięty z klubu. To właśnie on, po fatalnym błędzie w obronie Widzewa, zdobywa zwycięską bramkę. To historia, która pisze się zbyt często. Widzew staje się specjalistą od przełamywania niemocy strzeleckiej rywali, od budowania historii o powrotach zapomnianych bohaterów. Niestety, zawsze na własny koszt. To pokazuje, że problem leży głębiej niż w pojedynczych błędach. Mimo indywidualnych zrywów drużyna jako kolektyw wciąż nie funkcjonuje na miarę oczekiwań.
Dwa światy: narracja klubu a brutalna rzeczywistość
Po meczu trener Patryk Czubak stwierdził: „Uważam, że nie byliśmy od drużyny Lecha gorsi. Mecz na pewno mógł się podobać, ale niestety – do Łodzi wracamy bez punktów„. W podobnym tonie wypowiadał się kapitan, Bartłomiej Pawłowski: „Mało kto potrafi tak dominować dłuższymi fragmentami nad mistrzem Polski i tworzyć tyle sytuacji. Nam to się udało, lecz niestety musimy uznać wyższość Lecha. Możemy na tym coś zbudować„.
Słuchając tych wypowiedzi, można odnieść wrażenie, że porażka była tylko nieszczęśliwym wypadkiem przy pracy, a drużyna jest na dobrej drodze. I być może jest w tym ziarno prawdy, bo gra rzeczywiście nie wyglądała tragicznie. Problem w tym, że futbol to nie łyżwiarstwo figurowe, gdzie liczy się styl. Na koniec dnia liczą się punkty, a tych Widzew ma jak na lekarstwo. Klub zajmuje 13. miejsce w tabeli, z realną perspektywą spadku o kilka pozycji po rozegraniu zaległych meczów przez pucharowiczów. To ta sama lokata, co na koniec poprzedniego, uznanego za słaby, sezonu. Różnica jest taka, że wtedy nikt nie oczekiwał cudów, a teraz, po letnich wzmocnieniach, apetyty były znacznie większe. Szukanie pozytywów jest ważne, ale tworzenie bańki mydlanej, w której dobra gra przykrywa fatalne wyniki, to droga donikąd.
Jakość jest, kolektywu brak. Czas na pracę u podstaw
Paradoksem obecnej sytuacji jest to, że Widzew w żadnym z przegranych meczów nie był drużyną wyraźnie słabszą. Spotkania te nie były wynikiem bezradności, a raczej sumą indywidualnych pomyłek, braku szczęścia czy kontrowersyjnych decyzji sędziowskich. W kadrze są zawodnicy, którzy potrafią jednym zagraniem odmienić losy meczu. Problem w tym, że indywidualizmy to za mało. Brakuje kolektywu, automytyzmów w grze obronnej i spokoju w kluczowych momentach. Drużyna, która aspiruje do czegoś więcej niż środek tabeli, nie może tracić punktów w takich okolicznościach.
Dlatego nadchodząca, dwutygodniowa przerwa na mecze reprezentacji wydaje się zbawieniem. To idealny moment dla trenera Patryka Czubaka, aby wdrożyć swoje pomysły, popracować nad taktyką i, co najważniejsze, scalić grupę indywidualistów w prawdziwy zespół. To czas na pracę u podstaw, bez presji cotygodniowych meczów.
Nadchodzi moment prawdy. Ten kalendarz zweryfikuje wszystko
Po przerwie reprezentacyjnej Widzew Łódź wejdzie w kluczowy moment sezonu. Najbliższe mecze to starcia z Arką Gdynia, Górnikiem Zabrze, podwójna rywalizacja z Termaliką (liga i puchar), Raków Częstochowa (również ze swoimi problemami), a następnie Radomiak i Motor Lublin. Na papierze nie jest to terminarz z najwyższej półki. To spotkania z drużynami z dolnej lub środkowej części tabeli, które zespół aspirujący do czegoś więcej niż bycie ligowym średniakiem po prostu musi zacząć wygrywać.
To będzie prawdziwy moment prawdy dla tej drużyny i dla nowego trenera. Jeśli w tym okresie Widzew nie zdobędzie solidnej puli punktów, trzeba będzie brutalnie zweryfikować przedsezonowe ambicje. Jeśli jednak przerwa zostanie dobrze przepracowana, a zespół w końcu zacznie funkcjonować jak dobrze naoliwiona maszyna, to właśnie teraz może rozpocząć się marsz w górę tabeli. Czasu na wymówki już nie ma.
Zobacz także:
- Kolejny chętny na Sancho! Aston Villa chce gwiazdora, ale jest jeden problem
- Hitowy transfer upadł! Unai Vencedor odrzucił Pogoń i zostaje w Hiszpanii
- Konflikt w Rakowie! Brunes oskarża klub o niedotrzymanie słowa, Slavia oferuje 6 milionów
- Rekord Premier League pobity! Alexander Isak nowym napastnikiem Liverpoolu
