Mateusz Kochalski
Mateusz Kochalski jeszcze rok temu walczył o utrzymanie w barwach Stali Mielec. We wtorek, jako bramkarz Karabachu Agdam, sensacyjnie pokonał Benficę w Lizbonie w swoim debiucie w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W szczerej rozmowie z portalem Meczyki.pl opowiada o kulisach historycznego zwycięstwa, specyfice życia w Azerbejdżanie, walce o miejsce w składzie i niezmiennych marzeniach o grze w najlepszych ligach świata. To historia o niezwykłej podróży i ogromnych ambicjach.
Lizbona, czyli sen, który stał się jawą
Dla 25-letniego bramkarza wtorkowy wieczór na Estádio da Luz był spełnieniem marzeń. Mimo że jego zespół przegrywał już 0:2, ani na chwilę nie stracił wiary w końcowy sukces. Jak przyznaje, początkowy stres związany z hymnem Ligi Mistrzów zniknął po drugim straconym golu.
„Wiedziałem, że trzeba zrobić wszystko, żeby nie stracić kolejnych bramek. Ale wiedziałem też, że my mamy jakość. Widziałem, że jesteśmy pewni i złapaliśmy rytm, więc bardziej spodziewałem się naszych bramek, niż tych Benfiki” – wspomina Mateusz Kochalski. Jak dodaje, kibice Benfiki, którzy przez większość meczu gwizdali na swój zespół, nie zrobili na nim wrażenia. „Współczuję piłkarzom, bo chyba nie tak powinien wyglądać doping. Mi to nie przeszkadzało” – stwierdził, podkreślając, że znacznie większe wrażenie zrobili na nim fani Ferencvárosu.
Ciernista droga do elity
Zanim jednak polski bramkarz mógł zagrać w Lizbonie, musiał przejść z zespołem przez wyczerpujące eliminacje. Kluczowy okazał się dwumecz z węgierskim Ferencvárem, w którym Polak był jednym z bohaterów. Choć w rewanżu puścił cztery bramki, to jego interwencja w samej końcówce dała Karabachowi awans. „Od razu wiedziałem, że to był bardzo ważny moment. To też akurat było jednych z tych uderzeń, które lubię bronić, bo uważam, że jestem dobry na linii” – przyznał. Jego postawa została doceniona przez kolegów i kibiców, którzy uznali to za jego najlepszy występ w barwach klubu. Mimo to, kariera Mateusza Kochalskiego to przykład skromności: „Coś obroniłem, ale awansowaliśmy jako drużyna. Niektórzy mi mówią, że ja zrobiłem ten awans, ale nie podpisałbym się pod tym„.
Codzienność w Azerbejdżanie – surowy trener i puste trybuny
Życie w Azerbejdżanie znacznie różni się od tego w Polsce. Mateusz Kochalski opowiada o specyfice funkcjonowania klubu, w którym spędza się znacznie więcej czasu niż w Polsce, głównie na siłowni. Co ciekawe, na mecze ligowe przychodzi garstka ludzi, a pięciotysięczny stadion nie jest wypełniony nawet w połowie. Sytuacja zmienia się diametralnie w europejskich pucharach, kiedy blisko 30-tysięczny obiekt imienia Tofika Bachramowa wypełnia się po brzegi. „Kibice na stadion nie przychodzą hucznie, ale w internecie są dość aktywni” – śmieje się Polak.
Postacią, która budzi największy respekt, jest trener Gurban Gurbanow. To szkoleniowiec z ogromnym autorytetem, który rzadko rozmawia z zawodnikami indywidualnie. „Nikt nie może sobie pozwolić na jakąś głupotę, bo trener od razu sprowadza takie osoby na ziemię. Nikomu bym nie życzył, żeby zaszedł mu za skórę” – opisuje Mateusz Kochalski.
Jaka przyszłość czeka Mateusza Kochalskiego?
Mimo sukcesów i gry w Lidze Mistrzów, Polak nie ukrywa swoich największych ambicji. „Najlepsze pięć lig w Europie z Premier League na czele to mój cel. Mam nadzieję, że mi się to uda” – deklaruje. Przyznaje, że latem, z powodu rotacji w bramce, nie był pewien swojej przyszłości i rozważyłby ofertę z czołowej ligi. Obecnie jednak skupia się na grze dla Karabachu. Jego zdaniem, potencjalny kupiec musiałby zapłacić za niego „przynajmniej dwa miliony euro”.
Kolejne marzenia to debiut w reprezentacji Polski i dobre występy w Lidze Mistrzów. „Wierzę też w awans i powiedziałbym to przed tym meczem. Wierzę w drużynę” – odważnie deklaruje. Po takim starcie, kto wie, jakie jeszcze granice przesunie Mateusz Kochalski.
SPRAWDŹ TAKŻE:
- Od bohatera po rezerwowego, od rezerwowego po króla asyst. Niezwykły rollercoaster Jacka Grealisha
- Sensacyjny transfer na horyzoncie? Newcastle chce gwiazdę Barcelony za 70 milionów funtów!
- Tottenham nie zwalnia tempa. Conor Gallagher na celowniku „Kogutów”
- Cristiano Ronaldo ściągnie kolegę do Arabii? Al-Nassr poluje na Casemiro
