Benjamin Mendy
Wiadomość o transferze Benjamina Mendy’ego do Pogoni Szczecin wstrząsnęła polskim środowiskiem piłkarskim i odbiła się szerokim echem na całym świecie. Mistrz świata, czterokrotny triumfator Premier League, zawodnik o CV, jakiego w Ekstraklasie nie miał niemal nikt, trafia do Szczecina. Kiedy jednak opadnie pierwszy kurz zachwytu, a na stół położymy chłodne fakty z ostatnich lat jego kariery, entuzjazm musi ustąpić miejsca sceptycyzmowi. To transfer ogromnego ryzyka, oparty na wspomnieniach, które mają niewiele wspólnego z teraźniejszością.
CV, jakiego w Ekstraklasie nie ma nikt
Zacznijmy od tego, co nie podlega dyskusji. Dorobek Francuza jest absolutnie imponujący. Tytuł mistrza świata zdobyty z reprezentacją Francji w 2018 roku, cztery mistrzostwa Anglii z Manchesterem City, mistrzostwo Francji z AS Monaco. To trofea, które budują legendę. Benjamin Mendy przez lata był częścią najlepszych drużyn na świecie, grał w Lidze Mistrzów, eliminując rywali i przeżywając chwile, o których większość piłkarzy naszej ligi może tylko marzyć. Obok Lukasa Podolskiego, w Ekstraklasie nie ma dziś zawodnika, który mógłby pochwalić się równie bogatą gablotą.
Jednak cała ta chwała, te wspomnienia asyst do Sergio Agüero czy Raheema Sterlinga, to już przeszłość. To historia napisana złotymi zgłoskami, ale niestety, historia zamknięta. Pogoń Szczecin nie zakontraktowała bowiem zawodnika z tamtego okresu, a piłkarza po dwóch latach przymusowej pauzy i kilku skrajnie nieudanych próbach powrotu do profesjonalnego futbolu.
Dwa lata, które zmieniły wszystko
O powodach jego dwuletniej przerwy powiedziano już wszystko. Nie ma sensu do tego wracać. Fakty są jednak takie, że po powrocie na boisko w barwach FC Lorient, a następnie FC Zürich, nie zobaczyliśmy nawet cienia dawnego Mendy’ego. Jego statystyki z ostatnich dwóch sezonów są alarmujące. Rozegrał łącznie 23 mecze, spędzając na boisku niewiele ponad tysiąc minut. Dla porównania, zawodnicy, którzy w tym sezonie Ekstraklasy grają „od deski do deski”, podobny wynik osiągną w ciągu najbliższych kilku tygodni.
Jego pobyt w Lorient zakończył się spadkiem z Ligue 1 i cichym rozstaniem. Klub, widząc jego problemy zdrowotne i słabą formę, nie widział sensu w dalszej współpracy. Nadzieją na odbudowę miał być transfer do szwajcarskiego FC Zürich, ale ta przygoda okazała się jeszcze większą katastrofą.
Szwajcarski koszmar
Jak donoszą szwajcarscy dziennikarze, pobyt Francuza w Zurychu był jednym z najgorszych transferów w historii tamtejszej ligi. Od początku ciągnęła się za nim zła sława, a kibice przywitali go gwizdami. Komunikacja klubu w tej sprawie była fatalna. Sportowo Benjamin Mendy nigdy nie zbliżył się do oczekiwanego poziomu. Sprawiał wrażenie zawodnika kompletnie nieprzygotowanego fizycznie do gry na profesjonalnym poziomie. W jednym z meczów był najgorszym graczem na boisku, a noc przed i po spotkaniu miał być widziany, jak imprezuje w centrum miasta. Dzień później klub poinformował o jego kontuzji, co wielu kibiców do dziś uważa za zwykłą przykrywkę. Ostatecznie jego przygoda w Szwajcarii zakończyła się na zaledwie ośmiu występach.
Nadzieja czy iluzja?
Benjamin Mendy przywozi do Szczecina wielkie nazwisko i bagaż doświadczeń, który na papierze winduje pozycję całej ligi. Jednak patrząc na jego ostatnie lata, trudno być optymistą. To transfer, w którym nadzieja miesza się z ogromnym ryzykiem. Pogoń postawiła wszystko na jedną kartę, licząc, że w polskiej lidze uda się odbudować piłkarza, którego nie potrafiono odbudować we Francji i Szwajcarii. Kibicom pozostaje trzymać kciuki, ale jednocześnie muszą zracjonalizować swoje oczekiwania. Najlepsze rozdziały tej historii zostały już bowiem napisane.
SPRAWDŹ TAKŻE:
- Niespodziewany kierunek dla Piotra Zielińskiego! Polak na celowniku klubu z Premier League
- Gwiazda Milanu na celowniku gigantów Premier League. Mike Maignan może trafić do Anglii
- Gwiazda Atletico chce wrócić do Premier League! Manchester United wznawia starania o Conora Gallaghera
- Hit na szczycie Serie A! AC Milan – Napoli. Zapowiedź 6. kolejki
