Vitor Roque
Miała być wielka kariera i zastąpienie Roberta Lewandowskiego, a skończyło się na bolesnym zderzeniu z europejską piłką i szybkim powrocie do ojczyzny. Po kompletnie nieudanych epizodach w Barcelonie i Betisie, Vitor Roque odbudowuje swoją karierę w Palmeiras. Dziś 20-letni napastnik znów imponuje skutecznością, prowadząc swój zespół do mistrzostwa Brazylii i udowadniając, że w Europie zbyt szybko postawiono na nim krzyżyk.
Nieudany podbój Europy i trudny powrót
Gdy jako 18-latek czarował w Athletico Paranaense, wróżono mu gigantyczną karierę. Transfer do Barcelony był naturalnym krokiem, ale nastąpił zbyt szybko. Jak przyznał dyrektor Deco, sprowadzenie go już zimą było błędem. Xavi na niego nie stawiał, a Hansi Flick od razu go skreślił. Wypożyczenie do Betisu również okazało się niewypałem – 20-latek nie potrafił odnaleźć się w nowym otoczeniu. Powrót do Brazylii wcale nie był bajkowy. Vitor Roque miał fatalny początek w Palmeiras, notując serię 12 meczów bez gola. Trener Abel Ferreira nie stracił w niego wiary, ale surowo oceniał jego grę, mówiąc, że napastnik biega, jakby miał na sobie 50-kilogramowy ciężar. Cierpliwość i ciężka praca w końcu jednak popłaciły, a „Tigrinho” znów pokazał pazury.
Eksplozja formy i powrót „Pele”
W ostatnich tygodniach Vitor Roque jest w kosmicznej formie. W poprzednich dziesięciu występach zanotował dziesięć goli i dwie asysty, a jego Palmeiras demoluje rywali w lidze. Niedawno popisał się perfekcyjnym hat-trickiem przeciwko Internacionalowi. „Przeżywam jeden z najlepszych momentów w karierze. Kolejne bramki poprawiają moją pewność siebie” – przyznał skromnie w jednym z wywiadów. Jego forma jest tak wysoka, że w Brazylii rozpoczęła się dyskusja na temat jego powołania do seniorskiej reprezentacji, w której dotychczas zagrał tylko raz. Znakomite występy przeciwko River Plate w Copa Libertadores tylko potwierdziły, że Vitor Roque wrócił na najwyższy poziom i znów przyciąga uwagę europejskich klubów.
Cierpliwość, której zabrakło w Barcelonie
Losy 20-latka pokazują, jak ważna w futbolu jest cierpliwość, której w Barcelonie kompletnie zabrakło. Młody zawodnik po zmianie kontynentu i przebytej kontuzji potrzebował czasu na adaptację, którego nikt nie zamierzał mu dać. Dopiero w Palmeiras, pod okiem trenera, który potrafił do niego dotrzeć, odzyskał pewność siebie. Dziś Vitor Roque znów jest „boiskowym kocurem”. Według doniesień ESPN, mimo że jego nazwisko znów krąży w notesach europejskich skautów, sam zawodnik nie myśli o szybkim powrocie. Chce zostać w Brazylii i powalczyć o wyjazd na mundial. Być może jego droga do Europy będzie wiodła przez Stany Zjednoczone, ale tym razem na pewno nie popełni błędu i nie zdecyduje się na transfer zbyt wcześnie.
