Widzew Łódź
Są takie momenty w sezonie, które niczym drogowskazy na piłkarskiej mapie, mogą wyznaczyć dalszy kurs drużyny. Dla Widzewa Łódź taki właśnie tydzień właśnie się rozpoczyna. Dwa mecze przed własną publicznością, w Sercu Łodzi – najpierw środowa batalia z Zagłębiem Lubin w Pucharze Polski, a potem niedzielny klasyk z Legią Warszawa. Teoretycznie tylko dwa spotkania. W praktyce – potencjalny punkt zwrotny, który może nadać sens reszcie sezonu lub pogłębić marazm i frustrację, która powoli wkrada się pod Zegar.
Lustro bolesnej rzeczywistości
Ostatni piątkowy wieczór w Lublinie był jak kubeł zimnej wody wylany na rozgrzane oczekiwaniami głowy. Lanie od Motoru, porażka 0:3, to mecz z gatunku tych, które chce się jak najszybciej wymazać z pamięci. Ciężko tam szukać jakichkolwiek pozytywów. Dziurawa jak ser szwajcarski obrona, rażąca nieskuteczność pod bramką rywala, ogólny chaos. Obraz gry Widzewa przypominał raczej szkic wykonany w pośpiechu, a nie dopracowane dzieło.
Efekt? Brutalnie sprowadza na ziemię. Po trzynastu kolejkach Widzew Łódź ma na koncie zaledwie szesnaście punktów, co plasuje go na jedenastym miejscu w tabeli Ekstraklasy. Za plecami czają się trzy zespoły z zaległym meczem. Punktowo bliżej łodzianom do strefy spadkowej niż do miejsc premiowanych grą w Europie. Letnia rewolucja kadrowa, liczne transfery, nowe twarze w pionie sportowym – na razie przynoszą, delikatnie mówiąc, mizerne efekty. Wizja szybkiego skoku jakościowego rozmywa się we mgle ligowej przeciętności.
Karuzela zmian czy droga do stabilności?
W takich chwilach najłatwiej o nerwowe ruchy. Jednak ostatnie miesiące przy alei Piłsudskiego pokazały, że rewolucja goniąca rewolucję to droga donikąd. Zmiany trenerów, roszady w strukturach sportowych. Owszem, mówi się, że „zmiany są dobre”, ale gdy jedne korekty niemal natychmiast wymagają kolejnych, trudno oprzeć się wrażeniu chaosu. Z zewnątrz wygląda to jak gorączkowe poszukiwanie drogi, a nie konsekwentne podążanie obranym kursem.
To pokazuje, być może, chęć szybkiego reagowania i korygowania błędów, ale jednocześnie podkopuje fundamenty, na których ma opierać się długofalowy projekt. Teraz Widzew Łódź potrzebuje spokoju, cierpliwości i wiary w proces. Stopniowego budowania, ugruntowania pozycji, powolnego wzrostu. Tylko czy ktokolwiek w klubie – od gabinetów po trybuny – ma jeszcze na to cierpliwość?
Tym bardziej że oczekiwania zostały rozbudzone. Zarówno przedstawiciele klubu, jak i sam trener, mówiąc o grze o najwyższe cele, sami podkręcili atmosferę. Kibice Widzewa, głodni sukcesów jak wilki po długiej zimie, usłyszeli, że trofea są w zasięgu ręki. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, a gdy jest podsycany takimi deklaracjami, może osiągnąć poziom, przy którym zaczyna się zjadać własny ogon. Frustracja może łatwo przerodzić się w gniew.
Puchar – Przekleństwo czy szansa na przełamanie?
Dlatego nadchodzący tydzień jest tak ważny. Pierwszy test już w środę – Puchar Polski i mecz z Zagłębiem Lubin. Dla wielu to rozgrywki drugiej kategorii, ale dla Widzewa Puchar Polski to historyczne przekleństwo. Zdobyty tylko raz, w zamierzchłych czasach. Ostatni znaczący sukces – ćwierćfinał kilka sezonów temu – zakończył się kompromitującą porażką z pierwszoligową Wisłą Kraków. Klątwa?
Mecz z Zagłębiem to nie tylko szansa na awans do kolejnej rundy. To szansa, by zagrać O COŚ więcej niż tylko o ligowe punkty i utrzymanie. To możliwość przedłużenia marzeń o realnym sukcesie, o trofeum. Wygrana byłaby sygnałem dla kibiców – tym piłkarzom zależy, walczą, chcą zapisać się w historii klubu inaczej niż tylko kolejnym przeciętnym sezonem. Porażka? Tylko potwierdziłaby status drużyny, która potyka się o własne nogi w kluczowych momentach.
Niedziela prawdy – Więcej niż ligowe punkty
A potem przychodzi niedziela. Mecz nad mecze, polski klasyk. Starcie z Legią Warszawa elektryzuje nie tylko Łódź i Warszawę, ale całą piłkarską Polskę. To już nie jest tylko gra o trzy punkty. To gra o prestiż, o dumę, o pokazanie charakteru. To szansa na „statement” – pokonaliśmy odwiecznego rywala, jedną z najmocniejszych ekip w lidze, jesteśmy gotowi na więcej.
Ile można dostawać w łeb? Widzew Łódź ma na koncie najwięcej porażek w tym sezonie Ekstraklasy. Ta statystyka nie wzięła się znikąd. Wygrana z Legią byłaby czymś więcej niż tylko zdobyczą punktową. Byłaby zastrzykiem adrenaliny, potwierdzeniem, że ten zespół stać na wielkie rzeczy. Byłaby dowodem, że mimo trudności, kierunek jest słuszny.
Tydzień nadziei czy zwiastun łez?
Dwa mecze u siebie. Dwie potencjalne wygrane, które mogą tchnąć nowe życie w ten zespół, dać mu wiatr w żagle i pchnąć do przodu. Oczywiście, jak pisałem przed sezonem – miejsce w środku tabeli, na przykład ósme, nie byłoby katastrofą przy tak gruntownej przebudowie. To naturalny proces. Ale skoro sami przedstawiciele klubu podnieśli poprzeczkę, teraz muszą się z tymi oczekiwaniami zmierzyć.
Ten tydzień może być fundamentem pod lepszą drugą część sezonu. Może też okazać się gwoździem do trumny cierpliwości kibiców i początkiem kolejnej burzy. Oby tylko po niedzielnym wieczorze nie trzeba było nucić pod nosem, kontynuując słowa piosenki z ostatniej oprawy kibiców Widzewa: „…Doprowadzasz mnie do łez…”
