Ansu Fati
Ansu Fati w końcu ma powody do radości. Mimo bolesnej porażki AS Monaco 1:4 z Club Brugge w Lidze Mistrzów, hiszpański skrzydłowy zdobył swojego debiutanckiego, honorowego gola w nowych barwach. Dla zawodnika, który niegdyś był typowany na następcę Messiego, to pierwsze trafienie od blisko dwóch lat i być może sygnał, że najgorsze już za nim.
Od następcy Messiego do rezerwowego w Monaco
Kariera Ansu Fatiego to gotowy scenariusz na film o wzlotach i bolesnych upadkach. Po fenomenalnym wejściu do pierwszej drużyny Barcelony, kontuzje brutalnie zahamowały jego rozwój. Z wielkiej nadziei stał się obciążeniem dla budżetu klubu, który bezskutecznie próbował go sprzedać, ostatecznie decydując się na kolejne wypożyczenia. Początek w AS Monaco również był dla niego koszmarny – w pierwszych czterech meczach ligowych nie załapał się nawet do kadry meczowej.
Debiut i upragnione przełamanie
Szansę od trenera Adiego Hüttera otrzymał dopiero w starciu z Club Brugge. Na boisku pojawił się przy stanie 0:3, a na zdobycie debiutanckiej bramki potrzebował niespełna 30 minut. Dla Ansu Fatiego było to pierwsze trafienie od 9 listopada 2023 roku, kiedy to w barwach Brighton pokonał bramkarza Ajaksu. Przerwał tym samym trwającą blisko dwa lata strzelecką niemoc na europejskich boiskach.
Czy to nowy początek dla Ansu Fatiego?
Choć gol był tylko trafieniem na otarcie łez w przegranym wysoko meczu, dla samego zawodnika może mieć on ogromne znaczenie psychologiczne. Przełamanie tak długiej, złej passy może być iskrą, która na nowo rozpali jego karierę. Gol ten może być przełomem dla Ansu Fatiego w walce o powrót do regularnej gry i odbudowę formy, która niegdyś zachwycała cały świat. Najbliższe tygodnie pokażą, czy Ansu Fati faktycznie wróci na właściwe tory.
SPRAWDŹ TAKŻE:
- Tabela Ligi Mistrzów w nowej erze! Eintracht Frankfurt na czele po kanonadzie
- Niekorzystne wyniki dla Polski. Jak wygląda Ranking UEFA po Lidze Mistrzów?
- Marcus Rashford bohaterem na angielskiej ziemi! Dublet Anglika dał Barcelonie wygraną
- City pokonuje Napoli w Lidze Mistrzów. Pechowy powrót De Bruyne na Etihad
