Benfica - Rio Ave
Mecz Benfica – Rio Ave zakończył się sensacyjnym remisem 1:1, a wielkim bohaterem gości został polski bramkarz, Cezary Miszta. Jego fantastyczne interwencje zatrzymały faworyzowanych gospodarzy i zepsuły powrót Jose Mourinho na Estadio da Luz po 25 latach. Dla Rio Ave to pierwszy punkt wywieziony z tego stadionu od dwóch dekad.
Nieudany powrót „The Special One”
Jose Mourinho kilka dni temu sensacyjnie wrócił na ławkę trenerską Benfiki, a wtorkowy mecz z Rio Ave był jego pierwszym domowym spotkaniem po 25 latach przerwy. Po udanym debiucie i wygranej 3:0 z AFS, wszyscy spodziewali się kolejnego pewnego zwycięstwa „Orłów”. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Goście postawili niezwykle trudne warunki, a główną przeszkodą dla gwiazd z Lizbony okazał się polski bramkarz.
Fantastyczny występ Polaka
To był prawdziwy popis umiejętności byłego bramkarza Legii Warszawa. Cezary Miszta zanotował aż sześć kluczowych interwencji, powstrzymując zmasowane ataki faworytów. Polak imponował spokojem i refleksem na linii, dając swojej drużynie bezcenny punkt. W meczu Benfica – Rio Ave to właśnie on był postacią numer jeden i został doceniony przez portugalskie media. Warto dodać, że w ataku gości od pierwszej minuty zagrał inny były legionista, Marc Gual, który spędził na boisku 58 minut.
Benfica – Rio Ave: Historyczny punkt gości
Remis 1:1 to dla Rio Ave historyczny wynik, a dla Benfiki ogromne rozczarowanie. Zespół Jose Mourinho nie potrafił znaleźć sposobu na świetnie dysponowanego Polaka i stracił pierwsze punkty pod wodzą nowego-starego trenera. Ostatecznie Benfica – Rio Ave kończy się podziałem punktów, który jest traktowany w Lizbonie jak porażka. Dla gości to z kolei sukces, który buduje morale na dalszą część sezonu.
SPRAWDŹ TAKŻE:
- Real Madryt chce gwiazdę PSG! Jest porozumienie w sprawie transferu Vitinhi
- Nicola Zalewski kontuzjowany! Gwiazda kadry opuści najbliższe mecze
- Bitwa o gwiazdę Juventusu! Trzech gigantów Premier League chce Kenana Yildiza
- Manchester United rusza po pomocnika Atletico. Conor Gallagher na celowniku giganta
