Camp Nou
To miała być precyzyjnie zaplanowana operacja, a zamienia się w logistyczny koszmar i festiwal niedotrzymanych obietnic. FC Barcelona poinformowała, że powrót na Camp Nou ponownie się opóźni. Klub wciąż nie uzyskał niezbędnych pozwoleń administracyjnych, co oznacza, że hitowy mecz z Realem Sociedad nie odbędzie się na legendarnym obiekcie. Kibice muszą uzbroić się w kolejną dawkę cierpliwości.
Obietnice kontra biurokracja
Plan był prosty i logiczny. Władze „Dumy Katalonii” wynegocjowały z LaLigą rozegranie trzech pierwszych kolejek sezonu na wyjazdach. Czas ten miał być w pełni wykorzystany na dokończenie kluczowych prac i uzyskanie wszystkich pozwoleń, by pierwsze domowe mecze rozegrać już na zmodernizowanym Camp Nou. Rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te założenia. Brak zgód od Urzędu Miasta Barcelony zmusił klub do upokarzającej tułaczki. Mecze z Valencią i Getafe trzeba było rozegrać na kameralnym Estadi Johan Cruyff, który może pomieścić zaledwie 6 tysięcy widzów.
Teraz wiemy już, że problem jest poważniejszy. Najbliższy domowy mecz z Realem Sociedad (28 września, 18:30) również nie odbędzie się na Camp Nou. Tym razem klub zdołał przynajmniej zorganizować spotkanie na znacznie większym obiekcie – Estadi Olímpic Lluís Companys na wzgórzu Montjuïc, który pomieści blisko 50 tysięcy fanów. To jednak wciąż nie jest dom.
Oficjalny komunikat, czyli gra na czas
W obliczu narastającej frustracji kibiców, klub wydał oficjalny komunikat, w którym tłumaczy przyczyny opóźnień. „Klub kontynuuje prace nad uzyskaniem niezbędnych pozwoleleń administracyjnych na otwarcie Spotify Camp Nou” – czytamy w oświadczeniu. Barcelona informuje, że przekazała już całą wymaganą dokumentację i obecnie pracuje nad „nowymi poprawkami”, o które poprosiły władze miejskie. Mimo zapewnień o „złożonym, a zarazem ekscytującym procesie”, jakim jest powrót na stadion, konkretna data otwarcia wciąż pozostaje nieznana.
Camp Nou wciąż wielkim placem budowy
Sytuacja staje się coraz bardziej problematyczna. Każdy kolejny mecz poza domem to nie tylko strata wizerunkowa, ale i finansowa. Mimo optymistycznego tonu klubowego komunikatu, dla kibiców obraz jest jasny: ich ukochany stadion wciąż bardziej przypomina plac budowy niż arenę gotową na przyjęcie mistrza Hiszpanii. Obietnica szybkiego powrotu na Camp Nou po raz kolejny okazała się przedwczesna, a fani muszą czekać dalej, nie wiedząc, kiedy ta tułaczka wreszcie się skończy.
SPRAWDŹ TAKŻE:
- Legia Warszawa z rekordowym budżetem! Klub idzie na całość w walce o mistrzostwo
- Jeden gol zadecydował. Korona Kielce melduje się w kolejnej rundzie Pucharu Polski!
- Był na celowniku Widzewa, teraz jest na wylocie z klubu. Alexis Flips bliski odejścia z Anderlechtu
- Czerwona kartka Sancheza przyspiesza transfer? Chelsea wraca po Mike’a Maignana!
