frekwencja na Widzewie
Gdy w marcu 2017 roku otwierano nowy stadion w Łodzi, nikt nie spodziewał się, że legendarna frekwencja na Widzewie stanie się iskrą zapalną dla całej piłkarskiej Polski. W czasach, gdy nasze kluby osuwały się w otchłań rankingu UEFA, a trybuny świeciły pustkami, w trzecioligowej wówczas Łodzi narodził się fenomen. To właśnie ta „moda na Widzew”, napędzana niezwykłą lojalnością kibiców, pokazała reszcie kraju, że można inaczej, i stała się jednym z fundamentów dzisiejszych, rekordowych wyników frekwencji w całej Ekstraklasie.
Piłkarska pustynia i jedna zielona wyspa
Aby w pełni zrozumieć skalę tego zjawiska, trzeba cofnąć się w czasie. Sezon 2016/17, w którym Widzew otwierał swój nowy dom, to początek mrocznych lat dla polskiej piłki. W rankingu UEFA zajmowaliśmy 18. miejsce, ale czekał nas bolesny zjazd – aż na 30. pozycję w 2021 roku, za takie potęgi jak Kazachstan czy Azerbejdżan. Regularne kompromitacje w eliminacjach do europejskich pucharów stały się smutną normą. Równolegle, na krajowym podwórku wcale nie było lepiej. Średnia frekwencja w Ekstraklasie oscylowała w granicach 8-9 tysięcy widzów, a obrazki pustych krzesełek na nowoczesnych stadionach nikogo nie dziwiły.
I wtedy, na tej piłkarskiej pustyni, pojawiła się jedna, niezwykła oaza. W Łodzi, przy historycznym adresie Piłsudskiego 138, otwarto nowy stadion. Widzew, klub z ogromnymi tradycjami, odbudowywał się po upadku w III lidze. Mimo to stało się coś bezprecedensowego w skali całej Europy. Sprzedano komplet, ponad 16 tysięcy karnetów, a każdy kolejny mecz przyciągał tłumy, jakich nie powstydziłyby się czołowe kluby Ekstraklasy. Legendarna frekwencja na Widzewie stała się faktem. W miejscu, gdzie panował ogromny głód wielkiej piłki, kibice postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Skoro drużyna nie mogła być najlepsza na boisku, oni postanowili być najlepsi na trybunach. Stworzyli fenomen, udowadniając, że przywiązanie do barw jest silniejsze niż poziom rozgrywkowy. To była pierwsza jaskółka zwiastująca zmianę.
Efekt domina: nowe stadiony i europejskie sukcesy
Fenomenalna frekwencja na Widzewie trwała nieprzerwanie przez II i I ligę. Gdy w końcu, po latach, klub wrócił do Ekstraklasy, cała Polska mogła zobaczyć w telewizji to, o czym wcześniej tylko czytano w internecie. Pełny, tętniący życiem stadion, niesamowita atmosfera i wsparcie, które niosło drużynę. To był zaraźliwy przykład, który, w połączeniu z innymi czynnikami, zaczął zmieniać oblicze całej ligi. Równolegle z marszem Widzewa w górę, polskie kluby zaczęły lepiej radzić sobie w Europie. Wejście w życie Ligi Konferencji otworzyło im drzwi do regularnego punktowania i odbudowy pozycji w rankingu UEFA.
Sukcesy pucharowe Lecha, Legii czy Jagiellonii, w połączeniu z otwarciem nowych, pięknych stadionów w Szczecinie, Płocku czy Katowicach, a także powrotem do elity klubów z dużą bazą kibiców, jak Motor Lublin, stworzyły idealne warunki do wzrostu. Średnia frekwencja w Ekstraklasie poszybowała w górę, z poziomu 9 tysięcy do ponad 15 tysięcy w obecnym sezonie. To, co kiedyś było wyjątkiem, dziś staje się normą w wielu miastach. A wszystko zaczęło się od tej iskry w sercu Łodzi, gdzie udowodniono, że kibice potrafią być dwunastym zawodnikiem nie tylko od święta, ale i na co dzień. Można śmiało powiedzieć, że wysoka frekwencja na Widzewie była zwiastunem lepszych czasów dla całej ligi.
Widzew wciąż wzorem, ale już nie wyjątkiem – i to jest największy sukces
Dziś, po latach, frekwencja na Widzewie wciąż utrzymuje się na niemal stuprocentowym poziomie. Karnety na nowy sezon wyprzedają się w kilka godzin, a klub, dzięki innowacyjnemu systemowi zwalniania miejsc, na każdy mecz sprzedaje więcej biletów, niż wynosi oficjalna pojemność stadionu. To, co kiedyś było fenomenem w skali kraju, dziś stało się chlubnym standardem, do którego z powodzeniem równają inne wielkie firmy, jak Lech, Legia, Górnik Zabrze czy Pogoń. I to jest największe zwycięstwo „mody na Widzew” – pociągnęła ona za sobą całą ligę, podnosząc poprzeczkę i pokazując, że polscy kibice kochają swoją ligę i potrafią tworzyć niezapomniane widowiska.
Teraz, gdy stadion przy Piłsudskiego regularnie pęka w szwach, a chętnych na bilety jest zawsze więcej niż miejsc, naturalnym i kolejnym krokiem wydaje się być rozbudowa obiektu. Byłoby to zwieńczenie niezwykłej drogi, jaką kibice Widzewa przeszli razem ze swoim klubem – od III ligi do momentu, w którym ich 18-tysięczny dom znów staje się za mały. To najlepszy dowód na to, że prawdziwa miłość do klubu nie zależy od miejsca w tabeli, a frekwencja na Widzewie pozostaje wzorem dla całej Polski.
SPRAWDŹ TAKŻE:
- Narodziny gwiazdy! Kim jest Rio Ngumoha, 16-letni bohater Liverpoolu?
- Historyczny triumf! Cztery polskie drużyny w Europie i gigantyczna szansa w rankingu UEFA!
- Kim jest człowiek, który chce kupić Śląsk? Mariusz Iwański przerywa milczenie!
- Kulisy rewolucji w Widzewie. Mindaugas Nikolicius szczerze o transferach, błędach i wielkiej wizji
