Historia futbolu pełna jest opowieści o legendach, których kariery trwały przez dekady. Ale istnieje też inna, równie fascynująca kategoria zawodników – gwiazdy jednego sezonu. To piłkarze, którzy pojawili się znikąd, zaliczyli jeden, absolutnie fenomenalny rok, w którym cały świat leżał u ich stóp, a potem… zniknęli. Rozpłynęli się w mroku przeciętności, kontuzji lub po prostu nigdy więcej nie potrafili nawiązać do swojego magicznego okresu. Ich historie to nostalgiczna podróż i gorzka lekcja o tym, jak ulotna potrafi być chwała w profesjonalnym sporcie. Oto pięć przykładów zawodników, którzy na chwilę stali się bogami futbolu.
Michu (Swansea City, 2012/13)
Hiszpański napastnik jest prawdopodobnie archetypem i definicją „one-season wonder”. Sprowadzony do Swansea za śmiesznie niską kwotę 2 milionów funtów, w swoim debiutanckim sezonie w Premier League eksplodował. Strzelił 18 goli w lidze (22 we wszystkich rozgrywkach), stając się sensacją i ulubieńcem fanów na całym świecie. Jego charakterystyczna „cieszynka” była kopiowana przez największe gwiazdy, a jego nazwisko łączono z transferem do Realu Madryt. To był jego jedyny taki rok. Później przyszły kontuzje, spadek formy i seria nieudanych wypożyczeń. Nigdy, nawet w najmniejszym stopniu, nie zbliżył się do poziomu, który prezentował w tym jednym, magicznym sezonie w Walii.
Andy Johnson (Crystal Palace, 2004/05)
W sezonie 2004/05 Thierry Henry był bezdyskusyjnym królem strzelców Premier League. Ale tuż za jego plecami, z niewiarygodną liczbą 21 goli, uplasował się napastnik skazywanej na spadek drużyny Crystal Palace – Andy Johnson. Jego skuteczność była fenomenem. W słabym zespole, który ostatecznie spadł z ligi, on sam strzelał jak na zawołanie, co zaowocowało powołaniem do reprezentacji Anglii. Wydawało się, że to narodziny nowego, wielkiego snajpera. Niestety, był to jego szczyt. W kolejnych latach, grając w Evertonie czy Fulham, nigdy więcej nie przekroczył bariery 10 goli w sezonie Premier League.
Salvatore „Totò” Schillaci (Włochy, Mundial 1990)
To przypadek zawodnika, którego cała legenda została zbudowana nie w ciągu sezonu, ale w ciągu jednego miesiąca. Schillaci był niespodziewanym powołaniem do kadry Włoch na domowe Mistrzostwa Świata w 1990 roku. Turniej zaczynał jako rezerwowy, ale już w pierwszym meczu wszedł z ławki i strzelił zwycięskiego gola. I tak zaczęła się jego magia. Został królem strzelców (6 goli) i najlepszym zawodnikiem całego turnieju, a jego pełne emocji oczy po każdej bramce stały się symbolem tamtych mistrzostw. Poza tym jednym, wspaniałym miesiącem, jego kariera zarówno klubowa, jak i reprezentacyjna, była zupełnie przeciętna.
Roque Santa Cruz (Blackburn Rovers, 2007/08)
Paragwajczyk przez lata był w Bayernie Monachium solidnym, ale tylko rezerwowym napastnikiem. Po przejściu do Blackburn Rovers w 2007 roku, coś w nim „kliknęło”. W swoim pierwszym sezonie na Ewood Park strzelił 19 goli w Premier League, stając się jednym z najlepszych snajperów w niezwykle wymagającej lidze. Jego znakomita forma zaowocowała wielkim transferem do rosnącego w siłę Manchesteru City. I to był koniec. W City kompletnie sobie nie poradził, a jego kariera gwałtownie wyhamowała. Ten jeden sezon w Blackburn pozostał jego jedynym tak wybitnym okresem w klubowej piłce.
Asamoah Gyan (Sunderland, 2010/11)
Ghański napastnik był gwiazdą Mistrzostw Świata w 2010 roku, po których trafił do Sunderlandu. W swoim pierwszym i jedynym pełnym sezonie w Premier League spisywał się bardzo dobrze, strzelił 10 bramek i stał się ulubieńcem fanów. Gdy wydawało się, że ma przed sobą świetlaną przyszłość w najlepszej lidze świata, podjął szokującą decyzję o transferze do klubu Al-Ain w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, motywowaną gigantycznymi pieniędzmi. W wieku 25 lat, będąc u szczytu możliwości, praktycznie sam zakończył swoją karierę na najwyższym europejskim poziomie, stając się synonimem zmarnowanej szansy.
Dlaczego tak się dzieje?
Historie tych zawodników pokazują, jak wiele czynników składa się na sukces. Czasem jest to kwestia kontuzji, czasem presji, której nie da się udźwignąć. Innym razem piłkarz trafia po prostu na jeden sezon do systemu, który idealnie pasuje do jego stylu. Gwiazdy jednego sezonu to fascynujące przypadki, które przypominają nam, że w futbolu nic nie jest dane na zawsze.
