Igor Jovicevic
W środowy wieczór, gdy wydawało się, że po przerwie reprezentacyjnej w klubie panuje względny spokój, a myśli wszystkich krążą już wokół piątkowego meczu z Radomiakiem, Widzew po raz kolejny przypomniał o swojej nieprzewidywalnej naturze. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, media społecznościowe eksplodowały. Krótki komunikat: Patryk Czubak zwolniony. Chwilę później kolejny: Igor Jovićević nowym trenerem. Szok i niedowierzanie szybko ustąpiły jednak miejsca chłodnej analizie. Bo o ile sama decyzja o zmianie była potrzebna, o tyle jej styl i moment wykonania, choć na pierwszy rzut oka niezrozumiałe, w rzeczywistości pokazują kulisy nowej, bezkompromisowej polityki klubu.
Odpowiedź, na którą czekaliśmy
Zaledwie kilkanaście dni temu, w tym miejscu, po wymęczonym, choć efektownym zwycięstwie nad Termaliką, zadawaliśmy pytanie o przyszłość. Pytaliśmy, czy zarząd zaufa tymczasowemu sztabowi i da mu więcej czasu, czy może jednak uzna, że drużyna z takim potencjałem potrzebuje bardziej doświadczonego sternika. W środę otrzymaliśmy odpowiedź. Głośną i stanowczą. Władze klubu, zamiast biernie czekać, wykorzystały przerwę reprezentacyjną nie na obserwację, ale na działanie za zamkniętymi drzwiami. Decyzja o zmianie trenera na 48 godzin przed meczem, choć z zewnątrz wygląda na ruch pozbawiony logiki, w rzeczywistości jest manifestem siły i nowego, bezwzględnego profesjonalizmu, jaki nastał w Widzewie.
Zwycięstwo Frana, nie Czubaka
Należy to podkreślić z całą mocą: decyzja o pożegnaniu z Patrykiem Czubakiem była nieunikniona i absolutnie słuszna. Ostatnie zwycięstwo w Niecieczy nie było żadnym przełamaniem taktycznym ani sygnałem, że projekt idzie w dobrym kierunku. To był triumf jednego człowieka – Frana Alvareza. Hiszpan, widząc dryfującą bez celu drużynę, wziął sprawy w swoje ręce i w pojedynkę wygrał ten mecz. Jego geniusz zamaskował obraz nędzy, jakim była gra Widzewa, zwłaszcza w pierwszej połowie. Zespół wciąż nie miał żadnego pomysłu na grę, schematów, a jego jedyną taktyką było liczenie na indywidualne zrywy. Patryk Czubak, choć z pewnością pracował z pełnym zaangażowaniem, nie udźwignął ciężaru prowadzenia tak wielkiego klubu. Posada go przerosła, a dalsze utrzymywanie go na stanowisku było mydleniem oczu i prokrastynacją, na którą Widzewa po prostu nie stać.
Dwa tygodnie negocjacji, nie chaosu
Największym zarzutem wobec zarządu, jaki pojawił się w mediach społecznościowych, jest niezrozumiałe marnotrawstwo czasu i fatalny moment ogłoszenia zmiany. To słuszny zarzut, ale tylko jeśli założymy, że klub działał w panice. A co, jeśli te dwa tygodnie ciszy wcale nie były czasem straconym, a okresem intensywnych negocjacji z kandydatem z najwyższej półki? Sprowadzenie trenera klasy Igora Jovićevicia nie odbywa się przez jeden telefon. To proces wymagający rozmów, analiz, przekonywania do projektu. Z tej perspektywy, Patryk Czubak przez ostatnie dwa tygodnie był po prostu profesjonalistą wykonującym swoją pracę, podczas gdy za kulisami finalizowano ruch, który ma wynieść klub na zupełnie inny poziom. Moment zwolnienia był najprawdopodobniej momentem, w którym Igor Jovicevic złożył podpis pod kontraktem. To nie był chaos. To była zimna, wykalkulowana i bezkompromisowa decyzja, która, choć bolesna w formie, jest dowodem na to, że w Widzewie skończył się czas na sentymenty.
Kim jest Igor Jovicevic? Gwarancja jakości
W całym tym zamieszaniu najważniejsze jest nazwisko następcy. To ono nadaje sens całej operacji. Przyjście Chorwata to koniec ery eksperymentów. To szkoleniowiec z CV, o jakim w Widzewie od lat można było tylko marzyć. Człowiek, który prowadził Szachtar Donieck w Lidze Mistrzów w niezwykle trudnych, wojennych warunkach, potrafiąc zremisować z Realem Madryt i zebrać fantastyczne recenzje. Trener, który ma za sobą pracę w Dinamie Zagrzeb, a więc w klubie o ogromnej presji. To fachowiec z konkretnym warsztatem i charyzmą. Wreszcie, na ławce trenerskiej Widzewa zasiądzie człowiek, który nie musi się tego zawodu uczyć. Jego zatrudnienie, wynegocjowane w ciszy, to sygnał, że ambicje właściciela sięgają bardzo wysoko. To jest ta dobra wiadomość, która niestety tonie w morzu kontrowersji wokół sposobu jej ogłoszenia.
Chrzest bojowy i nowe rozdanie
Nowy szkoleniowiec nie ma ani chwili do stracenia. Został wrzucony na najgłębszą wodę – ma zaledwie jeden dzień na przygotowanie zespołu do meczu. Niezależnie od wyniku piątkowego spotkania, nie można będzie go za nie winić. To jego chrzest bojowy. Prawdziwa praca, jaką wykona Igor Jovicevic, zacznie się dopiero po nim. Jego zadaniem jest nie tylko poukładanie taktyki, ale przede wszystkim tchnięcie w tę drużynę mentalności zwycięzców i wprowadzenie stabilizacji, której tak bardzo brakowało. Kibice, choć zniesmaczeni stylem, w większości przyjęli tę zmianę z nadzieją. Bo choć metody budzą kontrowersje, cel jest słuszny. Witamy w Widzewie, Trenerze. Czas zacząć rewolucję.
SPRAWDŹ TAKŻE:
- Oficjalnie: Koniec sagi transferowej! Frenkie de Jong przedłużył kontrakt z Barceloną
- Były piłkarz Widzewa wciąż bez klubu. Odrzucił kilka ofert i czeka na przełom
- Reprezentant Polski bliski nowej umowy! Zostanie w Serie A na lata
- Dramat gwiazdy AC Milan! Christian Pulisic kontuzjowany w meczu reprezentacji
