John Carver
W pogrążonej wizerunkowym i organizacyjnym chaosem Lechii Gdańsk, klubie, z którym trudno sympatyzować i którego przyszłość często maluje się w ciemnych barwach, jest jedna postać, która stanowi jasny punkt na horyzoncie. W całym tym bałaganie, największym i być może jedynym prawdziwym sukcesem ery Paolo Urfera jest człowiek, którego nikt się nie spodziewał – angielski trener John Carver. To on, wbrew wszelkiej logice, lepi z poobijanej gliny drużynę, która nie tylko walczy, ale i potrafi zachwycać.
Mission Impossible w Gdańsku
Aby w pełni zrozumieć fenomen Anglika, trzeba najpierw przypomnieć sobie, w jakich warunkach przyszło mu pracować. Lechia Gdańsk od dłuższego czasu jest synonimem niestabilności. Permanentne problemy finansowe, zaległości w wypłatach, odjęte na starcie sezonu punkty czy zakaz transferowy zdjęty w ostatniej chwili – to codzienność, z którą musi mierzyć się sztab szkoleniowy. W pewnym momencie ubiegłej kampanii, utrzymanie w elicie przeciętnej kadrowo i rozbitej wewnętrznie drużyny wydawało się misją z gatunku niemożliwych do wykonania. A jednak się udało.
W obecnym sezonie problemy wcale nie zniknęły. Mimo startu z pięcioma ujemnymi punktami, Lechia zdołała już zgromadzić na boisku jedenaście „oczek” – więcej niż zespoły o nieporównywalnie większym komforcie pracy, jak Widzew Łódź, Motor Lublin czy Pogoń Szczecin. Gdyby nie kara, gdańszczanie plasowaliby się dziś w środku ligowej tabeli, co zakrawa na mały cud.
Człowiek z zewnątrz, który pasuje idealnie
Kiedy John Carver przychodził do Ekstraklasy, był postacią szerzej nieznaną. Jego CV, choć barwne, nie było pasmem nieustannych sukcesów, a historia polskiej ligi wielokrotnie pokazywała, że zagraniczni trenerzy często odbijają się od naszych realiów. Anglik okazał się jednak wyjątkiem od reguły. Błyskawicznie odnalazł się w specyficznym środowisku klubu i całej ligi, udowadniając, że potrafi zarządzać kryzysem jak mało kto. Zamiast narzekać na braki kadrowe czy organizacyjny chaos, skupił się na pracy i wyciskaniu maksimum z dostępnych zasobów.
Architekt radosnego chaosu
Styl gry Lechii pod wodzą Carvera jest równie fascynujący, co cały projekt. To drużyna-paradoks. Z jednej strony zdobywa najwięcej bramek w całej lidze, a jej mecze gwarantują emocje i ofensywną, otwartą grę. Z drugiej strony, traci również najwięcej goli, co z pewnością przyprawia o ból głowy samego trenera i najwierniejszych kibiców. Dla neutralnego obserwatora jest to jednak futbol, który po prostu dobrze się ogląda – nieprzewidywalny, pełen akcji i zwrotów akcji. John Carver stworzył potwora, który jest jednocześnie piękny i przerażający, ale z pewnością nie jest nudny.
John Carver – więcej niż tylko trener
O sile Anglika świadczy nie tylko jego warsztat trenerski, ale również osobowość. To człowiek, którego „da się lubić” – autentyczny, szczery i budzący zaufanie. Najlepszym tego dowodem była jego postawa po zwolnieniu z Pogoni Szczecin Roberta Kolendowicza. W sytuacji, gdy większość trenerów milczy lub rzuca zdawkowe komentarze, John Carver publicznie stanął w obronie młodszego kolegi po fachu. „Jest mi przykro, że Robert, który jest młodym i bardzo dobrze taktycznym trenerem, został zwolniony. On jest ofiarą swojego sukcesu z poprzedniego sezonu” – powiedział na konferencji prasowej. Ten gest „zawodowej solidarności” jest w naszym środowisku rzadkością i pokazuje, że John Carver to nie tylko dobry szkoleniowiec, ale po prostu porządny człowiek.
W gdańskim chaosie, pełnym niedociągnięć i problemów, postać Anglika jest jedynym gwarantem normalności i profesjonalizmu. I choć trudno kibicować obecnemu projektowi Lechii, to pracy i postawie, jaką prezentuje John Carver, należy się ogromny szacunek.
SPRAWDŹ TAKŻE:
- Wielka lojalność w Interze! Piero Ausilio odrzucił gigantyczną ofertę z Arabii Saudyjskiej
- Puchar Polski: Termalika – Widzew Łódź. Zapowiedź meczu o przełamanie
- Derby Madrytu pod presją. Atletico Madryt – Rayo Vallecano. Zapowiedź meczu
- Liga Europy: Nicea – AS Roma. Zapowiedź starcia na Allianz Riviera
