rozwój Widzewa
W powietrzu unosi się zapach zmian. To nie jest już tylko delikatna bryza nadziei, ale potężny wiatr, który zrywa stare strzechy i odsłania fundamenty pod budowę czegoś nowego, wielkiego. Od momentu, gdy na wiosnę tego roku stery w Widzewie Łódź przejął Robert Dobrzycki, w klubie rozpoczął się przemyślany proces transformacji. Prawdziwy rozwój Widzewa, o którym marzyli kibice, dzieje się na naszych oczach i to na skalę, jakiej w polskiej piłce dawno nie widziano. To nie jest chaotyczna rewolucja, a metodyczna, wieloetapowa ewolucja, która ma przywrócić klubowi dawną chwałę, ale tym razem na zdrowych i stabilnych zasadach.
Przebudowa na boisku, czyli ewolucja zamiast rewolucji
Najbardziej widocznym i spektakularnym objawem zmian jest oczywiście to, co dzieje się z pierwszą drużyną. Letnie okno transferowe przy alei Piłsudskiego przypominało bardziej precyzyjną operację chirurgiczną niż gwałtowną rewolucję. Nieustannie mówi się, że transfery są planowane na kilka okienek do przodu, że zbudowanie pierwszej drużyny gotowej do walki o najwyższe cele na pewno nie skończy się już tego lata – mimo wymiany kilkunastu zawodników.
Zespół został gruntownie przebudowany – wymieniono ponad połowę składu, a ławka rezerwowych, która w zeszłym sezonie często była piętą achillesową, dziś jest wypełniona zawodnikami o uznanej w lidze marce. Co najważniejsze, to nie są transfery „z łapanki”. Każdy nowy nabytek to przemyślany ruch, gracz o określonym profilu, który ma wnieść do zespołu konkretną jakość i podnieść poziom rywalizacji.
Skala tej przemiany jest bezprecedensowa. Z żelaznej jedenastki z poprzedniego sezonu ostało się zaledwie kilku graczy, a i ich pozycja nie jest pewna. Peter Therkildsen, który wydawał się pewniakiem, złapał kontuzję, otwierając drzwi dla Marcela Krajewskiego. Ikona klubu, Rafał Gikiewicz, już w trzeciej kolejce musiał ustąpić miejsca młodemu i utalentowanemu Maciejowi Kikolskiemu. Mateusz Żyro, dotychczasowy filar obrony, z niepokojem spogląda na doniesienia o rychłym transferze Steliosa Andreou. Nawet Samuel Kozlovsky, od którego trener Sopić zaczynał ustalanie składu, przez kontuzję musiał oddać plac młodziutkiemu Dionowi Gallapeniemu.
Jeśli transfer Cypryjczyka dojdzie do skutku, okaże się, że jedynymi nietykalnymi postaciami ze „starej gwardii” są Juljan Shehu i Fran Alvarez. Ta dwójka prezentuje taką formę, że musiałby przyjść prawdziwy „kozak”, by ich wygryźć. Nawet postać tak ikoniczna dla Widzewa jak Bartłomiej Pawłowski musi na razie godzić się z rolą rezerwowego. Taki jest obecny rozwój Widzewa na płaszczyźnie sportowej – bez sentymentów, z jasno określonym celem.
Fundamenty, czyli profesjonalizm, o jakim marzyliśmy
Jednak prawdziwa, głęboka zmiana dzieje się tam, gdzie nie sięgają kamery telewizyjne. Robert Dobrzycki, jako zadeklarowany kibic, doskonale zdawał sobie sprawę, że sukces sportowy musi być zbudowany na solidnych, profesjonalnych fundamentach. Przedsezonowe zapowiedzi o doinwestowaniu klubu kwotą ponad 40 milionów złotych nie były pustymi słowami. Pieniądze te nie poszły tylko na pensje nowych gwiazd. Zainwestowano je w profesjonalizację pionu sportowego.
Skończyły się czasy, w których transfery były wynikiem chaotycznych decyzji „komitetów transferowych”. Zatrudnienie dyrektora sportowego o europejskiej renomie, Mindaugasa Nikoliciusa, otworzyło drzwi, które do tej pory były dla Widzewa zamknięte. To jego kontakty i profesjonalizm pozwoliły na sprowadzenie graczy, którzy jeszcze rok temu nie spojrzeliby w kierunku Łodzi. To on, w porozumieniu z trenerem, realizuje spójną wizję budowy zespołu. Trener mówi, jakiego profilu zawodnika potrzebuje, a dyrektor szuka na rynku najlepszej możliwej opcji.
Proste, prawda? A jednak w polskiej piłce wciąż rewolucyjne. Ten model pracy, przypominający zdrowe, dobrze zarządzane przedsiębiorstwo, to kluczowy element, na którym opiera się obecny rozwój Widzewa.
Z placu budowy na salony. Infrastrukturalna ofensywa
Każdy wielki klub potrzebuje solidnej bazy treningowej. To truizm, o którym w Widzewie przez lata tylko marzono. Teraz marzenia zamieniają się w konkretne plany i działania. Już w tym miesiącu mają ruszyć prace nad budową boiska treningowego tuż przy stadionie. To pierwszy, niezwykle ważny krok, który poprawi codzienne warunki pracy pierwszej drużyny.
Ale to dopiero początek. Po dwóch latach przestoju, w marcu wreszcie zakończył się przetarg na budowę ośrodka treningowego z prawdziwego zdarzenia. Na 2027 rok zapowiadane jest oddanie go w pełni do użytku klubu. To inwestycja, która zrewolucjonizuje szkolenie młodzieży i sprawi, że akademia Widzewa wreszcie będzie miała warunki godne klubu o takich tradycjach. A to wciąż nie wszystko.
Najważniejszą informacją, która zelektryzowała całą społeczność, jest fakt, że na poważnie ruszyły rozmowy dotyczące stadionu. Wszyscy wiemy, że obecny obiekt, choć piękny i zawsze pełny, jest po prostu za mały. Klub rozważa dwie opcje: rozbudowę „Serca Łodzi” lub budowę zupełnie nowego, większego obiektu. Choć sentyment podpowiada, by zostać przy alei Piłsudskiego, przykład stadionu Wisły Kraków, budowanego etapami i niefunkcjonalnego, jest przestrogą.
Być może budowa od zera w nowej lokalizacji okaże się tańsza i szybsza. Sam fakt, że takie rozmowy są prowadzone na najwyższym szczeblu, pokazuje, jak dalekosiężne są plany nowego właściciela.
Widzew to więcej niż klub. Ewolucja w marketingu i relacjach z kibicami
Nowe władze doskonale rozumieją, że siłą Widzewa są jego kibice. Zapotrzebowanie na bilety wielokrotnie przekracza pojemność stadionu. Wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom, klub zorganizował pod stadionem strefę kibica, gdzie ci, którym nie udało się zdobyć wejściówki, mogą oglądać mecz na telebimie, czując atmosferę dnia meczowego. To nie wszystko.
Znacząco zwiększyła się różnorodność produktów w oficjalnym sklepie, a zapowiadane są kolejne, jak choćby kraftowe piwa. W planach jest również otwarcie sklepu w jednej z największych łódzkich galerii handlowych, a także stworzenie nowoczesnej aplikacji mobilnej i programu lojalnościowego. To działania, które pokazują szacunek do kibica i budują społeczność.
Podsumowanie
Mimo że to budowa pierwszej drużyny, jej zwycięstwa i nowe, głośne nazwiska są najbardziej widoczne i efektowne, to bez pracy u podstaw kolejne kroki naprzód nie byłyby możliwe. Prawdziwy, długofalowy rozwój Widzewa dzieje się w gabinetach, na placach budowy i w rozmowach z partnerami.
To właśnie te mniej widoczne na pierwszy rzut oka rzeczy – profesjonalna struktura, inwestycje w infrastrukturę, nowoczesny marketing – mogą w przyszłości wpływać na detale, które w ostateczności zadecydują o końcowych rezultatach. To one sprawią, że Widzew nie tylko wróci do czołówki, ale i zostanie w niej na stałe. To nie chaotyczna rewolucja skazana na wypalenie, ale spokojny, metodyczny i potężny proces budowy wielkiego klubu.
