Sondre Liseth
Górnik Zabrze jest rewelacją i liderem Ekstraklasy, a jednym z cichych bohaterów zespołu jest Sondre Liseth. Norweski napastnik, choć nie strzela goli seryjnie, wykonuje tytaniczną pracę w ataku, czego dowodem był ostatni, zdemolowany przez Górnika mecz z Legią Warszawa. W obszernej i niezwykle szczerej rozmowie z portalem goal.pl, Norweg opowiedział o tajemnicy sukcesu zabrzańskiej drużyny, niezwykłej roli Lukasa Podolskiego, swojej długiej drodze do pierwszego składu i o tym, jak dobrze żyje mu się w Polsce.
Dwunasty zawodnik i jasny plan trenera
Zapytany o kulisy spektakularnego zwycięstwa nad Legią, Sondre Liseth natychmiast wskazał na dwa kluczowe elementy. Pierwszym z nich byli kibice. „Na boisku czuliśmy się świetnie, ale i trybuny super się spisały. Moim zdaniem energia płynąca od kibiców ma duże znaczenie. A tu się ją naprawdę czuło” – przyznał, podkreślając, że doping było słychać na długo przed pierwszym gwizdkiem. To właśnie fani byli tym „dwunastym graczem”, który dał drużynie dodatkową moc. Drugim filarem sukcesu jest sztab szkoleniowy. Napastnik nie szczędził pochwał trenerowi Michalowi Gasparikowi. „Mamy jasny, klarowny plan. Zawsze wiemy jak grać i wiemy jak gra przeciwnik. Dzięki temu zyskujemy też na pewności siebie” – wyjaśnił. Z jego słów wyłania się obraz drużyny perfekcyjnie przygotowanej taktycznie, w której każdy zawodnik zna swoje zadania. To właśnie połączenie wsparcia trybun z mądrością taktyczną ławki trenerskiej ma być fundamentem, na którym lider Ekstraklasy buduje swoją potęgę.
Cierpliwość popłaca, a gol nie jest najważniejszy
Choć dziś trudno wyobrazić sobie atak Górnika bez niego, droga Norwega do pierwszej jedenastki nie była usłana różami. Sondre Liseth przyznał, że długo czekał na swoją szansę, zwłaszcza że dołączył do klubu w środku sezonu. Nigdy jednak nie zwątpił. „Powiedziałem trenerowi Gasparikowi, że nic się nie zmienia: że zamierzam ciężko pracować, a gdy będzie mnie potrzebował, to będę gotowy. I jak to w życiu, cierpliwość czasem popłaca” – stwierdził. Ciekawie opisał również swój styl gry. W przeciwieństwie do wielu napastników, nie ma obsesji na punkcie strzelania goli. „Nigdy nie chodziło mi o to, aby strzelić nie wiadomo ile goli. Jestem „team player”, dla mnie liczy się wygrana, a niekoniecznie gol” – zadeklarował. Wyjaśnił, że uwielbia walczyć z obrońcami, utrzymywać się przy piłce i tworzyć przestrzeń dla partnerów z zespołu, co idealnie wpisuje się w taktykę Górnika.
Podolski to skarb, a Ambros to przyszłość
W rozmowie nie mogło zabraknąć pytania o największą gwiazdę i ikonę klubu – Lukasa Podolskiego. Odpowiedź Norwega pokazuje, jak ogromny wpływ na szatnię ma mistrz świata z 2014 roku. „Najważniejsze dla Górnika jest to, żeby mieć Lukasa w klubie. Po prostu. To jak on żyje Górnikiem, na różnych płaszczyznach, jest po prostu niesamowite” – powiedział. Podkreślił, że Podolski to „wielki skarb tego klubu”, który pomaga drużynie nawet wtedy, gdy nie gra, motywując i dzieląc się doświadczeniem. Sondre Liseth wskazał również dwóch innych kolegów, którzy robią na nim wrażenie. Wyróżnił obrońcę Josemę za jego świetną postawę oraz młodego Lukasa Ambrosa, którego nazwał „bardzo nowoczesnym piłkarzem”, potrafiącym biegać, podać, strzelić i utrzymać się przy piłce.
„Dobrze i bezpiecznie”, czyli życie w Polsce
Wywiad rzuca również światło na to, jak zagraniczni piłkarze postrzegają życie w naszym kraju. Okazuje się, że Sondre Liseth czuje się w Polsce znakomicie. „Prawdą jest też, że w Polsce żyje mi się bardzo dobrze. Czuję się tu bezpiecznie, mieszkam z moją dziewczyną” – przyznał z uśmiechem. Choć, jak sam zauważył, język polski jest jednym z najtrudniejszych na świecie, to nie poddaje się i codziennie uczy się nowych słów, a z kontekstu rozumie już bardzo dużo. Cała rozmowa maluje obraz inteligentnego, skromnego i niezwykle pracowitego zawodnika, który idealnie odnalazł się w Zabrzu. Jego postawa, zarówno na boisku, jak i poza nim, jest jednym z kluczowych elementów, dzięki którym w Górniku, jak sam mówi, „wszystko się zgadza”.
